piątek, 18 kwietnia 2014

Po prostu Wesołych Świąt















Siedzi sobie baran na zielonej łące.
A wkoło hasają wesołe zające.
Bawią się i śmieją, wniebogłosy krzyczą.
Że w te piękne święta, radości Ci życzą.
Życzę wszystkim czytelniką mojego bloga i
dziękuje, że ze mną tak długo wytrzymaliście
Joa Ho.

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 5



Tymczasem.
Hakate, jak i reszta jego drużyny przez chwile patrzyła jeszcze w miejsce w którym zniknął Lis. W końcu otrząsnęli się z tego letargu i zwrócili się do strażników. To jest przepustka, którą dostaliśmy od Hokage, czy możemy spotkać się z waszym przywódcą jeśli to możliwe jak najszybciej? Wyczekująco wpatrywał się w dwóch brunetów. Podszedł do nich Chang i drapiąc się lekko po brodzie wziął zwój od szarowłosego. Podał go swojemu bratu, który szybko przeczytał tekst znajdujący się tam.
- Wszystko się zgadza, chodźcie za mną zaprowadzę was do Mizukage.
Cztery osoby szybko przekroczyły bramę i prowadzone przez chunina zobaczyły po kilku krokach przecudny widok panoramy wioski.
   



Architektura całkowicie różniła się od tej co znali ze swojej ojczystej wioski. Budynki były ogromne, nie posiadające ostrych kątów i wysokie z ogrodem na dachach. Na obrzeżach wioski ciągnęły się wysokie góry, a w centrum wioski znajdował się wielki kamienny budynek, wielkością przerastającą wszystkie inne. Wszędzie rosły rośliny,  a gdzieniegdzie znajdowały się małe domki mieszkalne w kształcie kół. Wszystko pokrywała niewielka warstwa mgły.
- Niesamowity widok, prawda.
Podziwianie przerwał im głos ich przewodnika. Wszyscy zgodnie pokiwali głowami na tak i udali się w dalszą drogę, zostawiając przy bramie handlarza.
++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Tymczasem w innej części wioski.
Na podłodze w targanym bolesnymi skurczami ciele leżał blondwłosy chłopak w płaszczu, który sunął mu się aż na ramiona, a koło niego siedział lis który uśmierzał ból ruchami świecącego na czerwono ogona. Po kilku chwilach, minutach, godzinach, czy nawet dniach blondyn, w końcu uspokoił się na tyle by lis mógł odsapnąć i zwiększając swój rozmiar i uwolnić więcej ogonów. Owinął nimi ciało blondyna i położył go do łózka. Rudzielec nie chcąc zostawiać swojego przyjaciela samego wezwał w kłębach dymu mniejszego lisa.
- Aki przekaż możliwie jak najszybciej i dyskretnie Yagurze, że Naruto znów miał atak, tylko że tym razem o wiele mocniejszy.
- Hai!
Krzyknął i już go nie było, a dwoje przyjaciół w tym jeden nieprzytomny zostali sami.
- Naruto, Naruto, dlaczego jesteś tak uparty.
Westchnął i położył się obok niego.
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Tymczasem.
Czwórka shinobi właśnie dotarła do głównego budynku w Kirigakure no Sato  położonego w środku wsi. Weszli do środka prowadzeni dalej przez bruneta. Idąc schodami weszli na ostatnie piętro gdzie po lewej stronie mieścił się sekretariat. Sekretarką była młoda dziewczyna o fioletowych włosach zapiętych w wysoki kucyk, przez który przechodziły cztery senbory. Jej oczy były ciepło czekoladowe, okalane kaskadą grubych ciemno fioletowych rzęs. Karnacje miała dość bladą i nie wyróżniała się żadnymi znakami szczególnymi. Ubrana była w białą bluzkę z kołnierzykiem na guziczki i czarne wygodne spodnie. Ogólnie wyglądała na czterdzieści lat.
- Dzień dobry w czym mogę służyć.
Uśmiechnęła się do nich ciepło.
- Przyślijmy z misją od naszej Hokage, mamy dostarczyć pewien zwój Mizukage i przetransportować kogoś z tej wioski do naszej.
Też ciepłym tonem odparł Kakashi.
- Oczywiście proszę chwilę poczekać.
Wstała i ruszyła w stronę masywnych drzwi znajdujących się po prawej stronię. Lekko zapukała i zniknęła za nimi. Po chwili było tyko słyszeć dwa głosy ze środka, aż starsza pani wyszła i gestem zaprosiła ich do środka. Biuro było podobnie urządzone jak Tsuname, różniło się tylko kilkoma elementami, takimi jak dodatkowe regały z książkami, innymi obrazami i kolorami w biurze. Na środku tego biura siedział młody szatyn o spłowiałych włosach i fioletowych oczach. Jego twarz przecinała pionowa blizna na policzku. Ubrany był w zielono czarne szaty.
- Miło was widzieć.
Posłał im wielki uśmiech.
- Już wiem po co się tu zjawiliście, ale co ty tu robisz Chang?
Zwrócił się z pytaniem do chunina.
- Chciałem tylko donieść, że Lis powrócił z misji.
Odparł z ukłonem.
- Świetnie tego gada to nigdy nie mogę dopaść.
Zażartował.
- Teraz możesz wyjść, dziękuje za wiadomość.
Odprawił go ruchem dłoni.
- A co do was to macie zwój?
- Tak, oto on.
Szarowłosy z szacunkiem rzekł, a Sasuku wyjął z kadłuby mały zwój i podał mu go. Mizukage czytał go przez chwilę, a na koniec z uśmiechem rzekł.
- Ok. Wszystko się zgadza. Moja sekretarka zaprowadzi was do waszych pokoi, a ja jeszcze musze coś zrobić. Prześpijcie się spotkamy się w tej sprawie jutro koło czternastej.
Już mieli wyjść, gdy na środku biurka zmaterializował się mały lis.
- On znowu ma atak, tym razem jest jeszcze gorzej.
 Powiedział tylko i zniknął. Zostawiając nic nie rozumiejących shinobi z Konohy i przestraszonego Yagure.
 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 4



Faktycznie jakieś dziesięć metrów przed nimi znajdowała się wielka brama ze znakiem Wioski Ukrytej We Mgle na szczycie. Ale to nie była byle jaka brama. Prawie każdemu kto ją pierwszy raz na oczy widział zapierała ona wdech. Dlaczego? Na to pytanie może tylko po części odpowiedzieć jej opis. Z obydwu stron bramy rozchodził się gruby, długi, podwójny kamienny mur, sięgający dalej niż można okiem sięgnąć. Sama bram miała ponad cztery metry wysokości, a na jaj szczycie był srebrny znak wioski, czyli trzy falowane linie na niebieskim tle, prawdopodobnie zrobionym z jakiegoś tutejszego materiału. Brama była wykonana z grubych beli, przez co na pierwszy rzut oka musiała sporo warzyć. Bele były pomalowane na jasny błękit i obramowane wytrzymałą stalą. Czytając sam jej opis nie do końca można sobie ją wyobrazić, ale wracajmy do naszych bohaterów którzy  dopiero co doszli do niej. Kakashi i cała jego drużyn przez kilka minut gapili się na wejście do wioski, za to kupiec i jego córka nadal mieli szeroko otwarte buzie. Człowiek w białym płaszczu za to nie dawał żadnych oznak, że ten widok zrobił na nim jakiekolwiek wrażenie. Drużyna siódma pierwszy raz widziała taką bramę, ponieważ w Wiosce Ukrytej w Liściach była ona prawie o połowę mniejsza, a kupiec z córką pierwszy raz tutaj byli.
- Po co takie umocnienia?
Spytał się ciekawski Sai.
- Mur w  Kirigakure no Sato  jest tak wytrzymały ze względu na częste powodzie w tym regionie.
Spokojnym głosem odpowiedział Krwawy Lis, drapiąc przy tym zwierzaka na swoim ramieniu, który nie wyglądał na zadowolonego. Biała postać podeszła do murów wioski i zapukała. Po chwili potężne drewno zaskrzypiało, a brama uchyliła się.
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Ze szczeliny wyszło dwoje ludzi. Byli to mężczyźni niezwykle podobni do siebie. Różniło ich tylko to, że jeden miał małą bródkę, a drugi nie. Oboje byli ubrani w wypłowiałe brązowe spodnie z mnóstwem kieszonek i kaburą na kunaje z boku na prawej nodze. W brązowo zielone bluzy i kamizelki w szarym odcieniu. Po tym, że kamizelki były jasne można było poznać, że to byli chunini, ponieważ jonini mieli ciemno szare, prawie czarne. Na głowach mieli opaski ze znakiem swojej wioski lekko przykrywające brązowe włosy. Oboje spojrzeli na nich bez jakiejś szczególnej reakcji. Dopiero kiedy zauważyli mężczyznę z lisem na ramieniu uśmiechnęli się radośnie i przywitali.
- Lisie w końcu wróciłeś dawno cię tu nie było, aż zaczynaliśmy się martwić o ciebie.
Odparł chunin z brudka.
- To prawda nawet Mizukage zrobił się strasznie nerwowy.
Zaczęli się oboje śmiać.
- Nie moja wina miałem wrócić tydzień temu ale misja się przedłużyła.
Spokojnie odpowiedział zamaskowany.
- My tu tak gadu gadu, a może byś nam przestawił swoich towarzyszy.
- Przepraszam.
 Skłonił się lekko.
- To są Shinobi z Konohy. Kakashi, Sakura, Sasuke i Sai.
Wskazał na nich po kolei.
- Przybyli tu z misją. A to jest Staruszek i jego córka Nine. Przybyli tu w celach handlowych co z resztą widać. A to są Chang i Cheg.
Odwrócił się do swoich tymczasowych towarzyszy podróży i z lekkim ukłonem rzekł.
- Ale to już koniec naszej wspólnej podróży i niestety muszę się z wami już pożegnać.
Nie minęła chwila od jego słów jak zniknął w czerwonym ogniu.
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Postać w ozdobnym płaszczu pojawiła się w pustym mieszkaniu.
- Dlaczego tak szybko ich opuściłeś.
Po pomieszczeniu rozniósł się głos lisa, który zeskoczył z ramienia blondyna. Naruto już miał mu odpowiedzieć gdy nagle zgiął się w pół z bólu i zaczął pluć krwią.
- Naruto.
Po pomieszczeniu rozniósł się jeszcze krzyk, który usłyszał blondyn zanim wszystko zniknęło w całkowitej ciemności.

wtorek, 24 grudnia 2013

Najlepszego

Tradycyjnie, jak co roku,
Sypią się życzenia wokół,
Większość życzy świąt obfitych
I prezentów znakomitych.
A ja życzę, moi mili,
Byście święta te spędzili
Tak, jak każdy sobie marzy.
Może cicho bez hałasu,
Idąc na spacer do lasu,
Może w gronie swoich bliskich,
Jedząc karpia z jednej miski,
Może gdzieś tam w ciepłym kraju
Czując się jak Adam w raju,
Może lepiąc gdzieś bałwana,
Jeśli śniegiem ziemia zasypana.

życzy
Joa Ho

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 3

Shinobi podróżowali powoli drogą w lesie, mijając różnego rodzaju drzewa liściaste, iglaste, krzewy i inne typowe dla tych ziem rośliny. Z przodu powozu kupca szła zakochana w sobie para, czarnowłosy potomek potężnego klanu i różowo włosa kunoicha. Po prawej stronie poruszał się drugi czarnowłosy chłopak z tej grupy, co chwile rzucając zaciekawione spojrzenie w stronę blondyna. Zresztą z szarowłosym kapitanem drużyny nie było wcale lepiej, widocznie ciekawość to była typowa cecha shinobi wioski ukrytej w liściach. Wokół nich panowała nienaturalna cisz przerywana tylko odgłosami natury. Nikt nie mówił ani słowa, tylko mozolnie poruszali się na przód ciesząc się spokojem i rzadką słoneczną pogodą na ziemiach mgły, gdzie zwykle było pochmurnie i mglisto. Ale czy rzeczywiście wszyscy siedzieli cicho, otóż nie, nasz lisi chłopak, a raczej mężczyzna, w końcu miał 19 lat toczył w swojej głowie zacięty dialog z jak jak go często nazywał ,,futrzakiem''.
- Nie zastanawia cię, z jakiego powody team 7 kieruje się do Kirigakure ( Wioska Ukryta We Mgle )?
W głowie Krwawego Lisa rozbrzmiewała rozmowa dwóch przyjaciół. 
- Yymmm?
Pomruk rozszedł się echem po umyśle błękitnookiego.
- No nie wiem. Z jednej strony to normalne, bo dzięki tobie maja pokój z mgłą i zapewnię dostali misje dostarczenia jakiegoś zwoju, ale z drugiej strony czuje, że ta podróż ma drugie dno.
- Zapewne masz racje.- Westchnięcie.- No, nic na razie nic nie wymyślimy musimy poczekać, aż dojdziemy do Yagura, coś mi się zdaje,że on znowu wymyślił coś dziwnego.
Po umyśle rozniosło się złowrogie warczenie lisa pomieszane ze szczerym śmiechem młodzieńca.
- Jeśli to będzie przypominało w jakikolwiek stopniu ten ostatni wybryk to ukatrupię jego i Isobu.
- No co ty przecież wyglądałeś uroczo prze farbowany na różowo.
Powiedział z pełna powagą Naruto. Kłócili się jeszcze ze sobą przez pewien czas, aż w końcu między nimi zaległa cisza. Po dłuższym czasie cała grupa była już w połowie drogi jaką przewidywali i co dziwne, ani staruszek, czy też jego córka nie odzywali się do nich ani słowem. 
- Kitsue ( jap. lis ).
Usłyszał z lewej strony blondyn. Nie odwracając głowy w stronę rozmówcy katem oka za uwarzył szarowłosego. 
- Choć się stało Kakashi-san?
Odparł grzecznie, choć w głębi siebie nie miał nawet najmniejszej ochoty na rozmowę z jakikolwiek człowiekiem z Konohy. Zresztą z Kurama nie było w cale lepiej, jakoś nie pałał do nich większą sympatią. 
- Nic takiego, tylko zastanawia mnie powód dlaczego udajesz się do tej samej wioski co my. 
-Yymmmm.
Narazie mruknięcie było jedyna odpowiedzią z jego strony.
- Przepraszam Hakatę, ale  jeśli chcesz się dowiedzieć to spytaj Mizukage, ja nie jestem zobowiązany do udzielenia odpowiedzi na nurtujące cię pytanie.
- Rozumiem.
Czarnooki potarł kilka razy maskę na brodzie. Szli tak chwilę w ciszy, którą przerwał krwawy.
- Jesteśmy na miejscu. 

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 2

Następnego ranka nasza drużyna ruszyła w dalszą drogę. Po całym dniu podróży z kilkoma postojami , usłyszeli krzyk. Szybko podbiegli w tamtą stronę i zauważyli wóz jakiś kupców otoczony przez bandytów, a w rękach dwójki z nich starszego trochę chudego, siwowłosego mężczyznę i młodą piękną kobietę o miodowych włosach.  
-Musimy jej pomóc.
Szepnęła Sakura.  
-Sasuke ty… -Zaczął Kakashi, gdy nagle przerwał, ponieważ z drugiego końca lasu wystrzeliło kilka kunai szybko zabijając bandytów koło kupca i dziewczyny. Następnie z zawrotną prędkością z cieni wyskoczyła jakaś postać. Podbiegła do reszty zbójców zabijając ich bez problemu.  
-Nic wam nie jest?
  Odezwał się do dwójki skulonej na ziemi. Spojrzeli na niego trochę ze strachem, a zarazem z wdzięcznością.  
-Nic. Arigato za ratunek.
  Starszy powiedział otrzepując się z ziemi i pomagając wstać dziewczynie.
-Arigato.
Odparła niepewnie.  
-Nie mam za co to był mój obowiązek wam pomóc.  
Po otrząśnięciu się Konoha zauważyła, że ten kto pomógł dwójce ludzi był ubrany w długi czerwony płaszcz z czarnymi płomieniami. Rękawy sięgały do nadgarstków na których były dziwne bransolety, a kaptur zasłaniał całą jego twarz oprócz ust, które uśmiechały się uspokajająco.
-Sensei, czy to nie jest przypadkiem słynny Krwawy lis, który zniszczył całe Akatsuki? Usłyszał szaro włosy słowa swojej uczennicy, które wyrwały go z letargu.  
-Na to wygląda. ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++ -Jak masz na imię?  
Pytanie odwróciło na chwile uwagę od krzewów człowieka w płaszczu. Spojrzał na ciepłe i roześmiane pomimo ostatnich zajść oczy kupca. Po czym odwrócił wzrok na dziewczynę, która zarumieniła się i wtuliła w ojca.  
-Moje imię jest w tej chwili nieistotne, ale zwą mnie Krwawym Lisem.  
Staruszek kiwnął głowa a dziewczyna jeszcze bardziej się zarumieniła jeśli to było w ogóle możliwe.  
-A jak wy się nazywacie?
  -Mów do mnie staruszku każdy oprócz mojej córki…- tu wskazał na brunetkę. -…Niny tak się do mnie zwraca. Kiwnął lekko głowa. -Młody nie będziesz zadowolony wyczuwam czakre czterech osób z Konohy za tobą w pobliskich krzakach.  
Usłyszał głos Kuramy.  
-Dzięki futrzaku.
  Powstrzymując chichot na warczenie lisa, krzyknełem.  
-Możecie już wyjść z tych krzaków.  
Krzyknął zadziwiając dwie osoby koło siebie, a sam upewnił się, że kaptur dokładnie zasłania jego twarz. Po chwili z krzaków wyszły trzy osoby. Zakapturzony osobnik rozpoznał w nich swoją starą drużynę z Konohy. Kakashi z wyglądu nic się nie zmienił, Sakura miała teraz dłuższe włosy spięte z tyłu głowy w kucyk. Uchiha pozbył się z twarzy tego wyniosłego spojrzenia mówiącego ,,jestem panem świata, a ty robakiem’’. Z boku stał mężczyzna bardzo podobny z wyglądu do Sasuke, tylko że był o wiele bledszy.
  -Pewnie zastąpili mnie nim w drużynie.  
-Nie dziw się młody pare lat już minęło.
  Wszyscy byli ubrani w typowy strój shinobi, różniący się od siebie niewielkimi detalami. Przeklinając swoje szczęście zapytał.  
-Kim jesteście?
  -Nie mamy obowiązku informowania cię.  
Odezwał się blado skóry ze sztucznym uśmiechem.  
-Sai nie bądź niemiły.  
Upomniała go Sakura. Zdziwił się czemu go nie uderzyła jak zawsze miała w zwyczaju, ale widocznie nie zmieniła się tylko na zewnątrz. -Przepraszam za kolegę. Zwróciła się do mnie z przyjaznym uśmiechem. -Jestem Sakura, to jest Sasuke…- wskazała na czarnookiego z fryzurą jakby go piorun szczelił. -…to jest Sai…- wskazała na typka z twarzą wypraną z emocji. -…,a to nasz sensei Kakashi.  
Odwróciła się do szarowłosego, który cały czas przypatrywał mi się z ciekawością.
  -Teraz gdy już nas znasz może byś sam się przedstawił. Krwawy Lisie. Odezwał się junin.  
-Przykro mi , ale tylko moi najbliżsi przyjaciele znają moje imię i nazwisko więc nie obrażajcie się, ale wam ich nie wyjawię. -Rozumiemy.
  Mruknął Sasuke. Skinąwszy im głową odwróciłem się do Staruszka i Niny.
-Wybieracie się do wioski mgły?  
Spytał się ich, a oni przytaknęli.  
-Ja też i jeśli pozwolicie odprowadzę was, bo nie chcę by wam coś się stało.
  -Nie chcemy sprawiać ci kłopotu.  
Powiedział staruszek.
  -To żaden kłopot do wioski z wozami jest jeszcze pół dnia drogi. -Dobrze.
  Naruto odwrócił się do Konoszan.
  -Wy też udajecie się do mgły.  
-Tak.  
Przytaknął Hakate.  
-Wiedz chodźmy wszyscy razem, tylko poczekajcie na mnie chwile muszę po coś wrócić.  
-Dobrze.  
Uśmiechnął się i zniknął na chwile między drzewami.
  -Dobra Kurama wychodź.
Złożył kilka pieczęci i z czerwonej czakry uformował się lis o dziewięciu ogonach wielkości dużego psa.
  -Zmniejsz się do wielkości małego lisa i zostaw jeden ogon.
  -Dobrze.
Rozciągając się wykonał polecenie, by po chwili wskoczyć na ramiona blondyna. Już z lisem wrócił do grupy i po chwili udali się w drogę.

Rozdział 1

-Shizune. Krzyczała 5 Hokage.  
-Tak. Do biura wpadła roztrzęsiona sekretarka.  
-Wezwij mi tu zaraz Team 7. Migiem!  
-Hai!  
I po chwili już jej nie było. Po kilku minutach do biura weszły 4 osoby i kłaniając się jedna z nich odrzekła z szacunkiem.  
-Wzywałaś nas Hokage-sama.
Tsuname lekko zrzedła mina na przygaszony ton głosu senseia drużyny. Odkąd Naruto uciekł z wioski wiele osób się zmieniło. Hakate przestał się spóźniać, Sakura stępiła swój temperament i od 2 lat razem z Sasuke tworzą szczęśliwą parę, Uchiha przestał się wywyższać i zaczął być bardziej przyjacielski i otwarty na ludzi, po gabinecie babuni już nie walały się stosy papierów, a ona sama już rzadko kiedy włóczyła się po barach i kasynach. Wszystkim dokuczały wyrzuty sumienia, które powiększyły się kiedy dowiedzieli się dlaczego nie wykonał tej misji. Ponadto do drużyny dołączył nowy członek, były ANBU korzenia Sai. Był on bardzo podobny do Sasuke z wyglądu, tylko kolor skóry miał jeszcze bielszy i podobnie jak Naruto kompletnie brakowało mu taktu i zadawał dziwne pytania.  
-Tak macie dostarczyć ten zwój Mizukage, a potem odeskortować najsilniejszego człowieka wioski mgły do naszej, wraz z jego drużyną. Ma on za zadanie trochę podszkolić was jak i innych shinobi wioski liści. Zrozumiano!  
-Hai!  
Krzyknęli chórem.  
-To brać mi to i w drogę. Wywaliła ich z biura. ,,Gdzie jesteś Naruto.’’
  +++++++++++++++++++++++++++++++++++++++  
Godzinę później, brama główna.  
-Wszyscy są.
Spytał się szaro włosy.  
-Tak.
-To ruszajmy jeśli dobrze pójdzie będziemy tam za dwa dni.
Po tych słowach odwrócił się i cała grupa ruszyła skacząc po drzewach. Po kilkunastu godzinach, kiedy zaczynało się już ściemniać zatrzymali się na niewielkiej polance, by zregenerować siły. Polanka była stosunkowo niewielka na jej środku było maleńkie jezioro połyskujące w promieniach zachodzącego słońca, a bliżej lasu dwa wielkie drzewa oparte o siebie konarami jak dwójka najlepszych przyjaciół. Sai z Kakashim zajęli się rozkładaniem namiotów, Sasuke udał się do lasu nazbierać drewna na opał, a Sakura napełniła naczynie wodą, by po chwili zacząć przygotowywać posiłek. Pół godziny później gdy namioty były już rozstawione, a wszyscy grzejąc się jedli jedzenie przy ognisku pewna różowo włosa juninka zatopiła się w swoich myślach. Sasuke spojrzał zmartwiony na swoją ukochaną.  
-Sakura stało się coś?  
Zapytał z troską obejmując ją.
  -Martwię się o Naruto,- położyła głowę na jego ramieniu- dalej dręczą mnie wyrzuty sumienia za te słowa, które w tedy powiedziałam.  
-To wina każdego z nas, ale udręczanie się nad sobą nic nie zmieni. Kiedyś pewien mądry człowiek powiedział mi, Ze ludzie nie doceniają kogoś puki go nie stracą. Nam nie pozostaje nic innego jak tylko pogodzić się z tym.  
-Masz rację, chyba masz rację. ,,Naruto wróć do nas.’’